wtorek, 4 października 2011

Czy bez partnera jesteś nikim?

Nie da się ukryć, iż więcej kobiet niż mężczyzn korzysta z porad wróżki. Nie jest również tajemnicą, iż największa liczba pytań i wątpliwości dotyczy spraw miłosnych...
Nie ma nic złego w poszukiwaniu miłości, ani stawianiu rozkładów partnerskich... Ale...
No właśnie... Jest trochę tych "ale"...
1. Zbyt szybkie wchodzenie w nowy związek po rozpadnięciu się starego...
Kobiety - błagam Was... Mit o dwóch połówkach jabłka to przenośnia daleko idąca... Co z osobami samotnymi z wyboru? Są połowiczne, niepełne? Nawet, jeśli czują się spełnione?
Nie, moim zdaniem stanowczo nie... Zdrowy związek mogą stworzyć tylko dwie całości... Ewentualne swe braki możemy nadrobić sami, nikt nie zrobi tego za nas... Partner nie jest lekiem na całe zło... "potem wzięli ślub i żyli długo i szczęśliwie..." Nie dajcie się mamić bajkami dla grzecznych dziewczynek... Szczęście to stan ducha, niezależny od sytuacji zewnętrznej...
Pobądźcie trochę same, zwłaszcza po zakończeniu wieloletniego związku... Odkryjcie siebie na nowo, dowiedzcie się kim jest ta kobieta, jako kobieta, jako całość... Nie jako potencjalna żona czy partnerka...
2. Ciągłe sprawdzanie partnera kartami...
Powiem szczerze, iż udzielam się na kilku forach ezoterycznych. W jakiś sposób mnie to rozwija, a wymiana doświadczeń z innymi tarocistami - bezcenna... Ale... (znowu) (sic!)
Pewne sprawy mnie męczą... Przykładowe pytania:
- Jak on zareagował na sms, który mu przed chwilą wysłałam?
- Co sobie pomyślał, jak mnie dziś zobaczył?
- Jak zareagował na moje zdjęcie na facebooku?
- Czy dziś się odezwie?
Zwolnijcie, proszę... Gdzież element niespodzianki, zaskoczenia? Tarot to poważna sprawa... Nie powinien być traktowany jak zabawka i narzędzie do rozwiązywania za nas zwykłych codziennych problemów... Wielkich spraw - owszem. Pomoc w podjęciu ważnych decyzji - owszem. Ale nie kilkanaście razy dziennie jako sprawdzenie jego reakcji na każdy sms...
Na początku znajomości ze swoim partnerem dzieliło nas ponad 300 km i siłą rzeczy sms-y były podstawowym narzędziem komunikacji... Szło ich po kilkadziesiąt dziennie...Gdybym miała sprawdzać kartami jego reakcję na każdy taki sms - brakło by mi czasu na... sms-y... Na pracę nad rozwojem tej relacji, na pogłębianie emocjonalnego zaangażowania...
3. Zerwaliśmy, ale ja czuję, że to nie koniec...
Ok... Ale wszystkie znaki na niebie i ziemi (łącznie z kartami) wskazują, że to jednak koniec... Wiem, że boli... Ale przestanie, wierz mi... A czym szybciej przyjmiesz ten fakt do wiadomości - tym szybciej boleć przestanie...
4. On wciąż się przed tym broni, a przecież jesteśmy sobie przeznaczeni, pasujemy do siebie...
Skąd wiesz? Znasz jego spojrzenie, jego punkt widzenia? Nie... Znasz tylko swój... Nie myśl życzeniowo i tylko ze swej perspektywy... Gdybyście faktycznie mieli być razem - bylibyście...
5. On skłania się ku innej, a to przecież zołza...
Skąd wiesz? To Twój punkt widzenia, nie jego... A - jeśli nawet - sam musi się o tym przekonać... Pamiętasz jak rodzice przestrzegali Cię przed tym i owym? Pamiętasz jak stawałaś okoniem i nie chciałaś ich słuchać? Sama musiałaś się sparzyć... A potem modliłaś się w duchu by tylko nie rzekli "a nie mówiłe(a)m?"

Dopóki nie pokochasz siebie - nie pokocha Cię szczerze i prawdziwie nikt... Wątpisz w swą wartość, uważasz się za istotę niepełną - a czy sama chciałabyś być z istotą niepełną? Wątpiącą? Narzekającą? Biadolącą? Nieszczęśliwą?
Wyobraź sobie, że jesteś spełniona, szczęśliwa, a musisz niańczyć kogoś wiecznie narzekającego, smutnego, wybrakowanego... Chciałabyś tego?
Nie...?
To dlaczego dziwi Cię, że żaden pełnowartościowy facet nie chce być z Tobą...?
Życzę owocnych przemyśleń...

piątek, 23 września 2011

Po co Ci wróżba?

Pisałam kilka miesięcy temu czego należy spodziewać się po wróżbie.
Ten post jest, jak gdyby kontynuacją tamtych przemyśleń.
Obojętne, czy stawiasz sobie karty sam(a), czy też udajesz się do kogoś innego - odpowiedz sobie na pytanie "po co to robisz?". Część z Was popatrzy zapewne na mnie jak na idiotkę, mówiąc:
"Jak to po co? Chcę wiedzieć czego się spodziewać, przed czym ustrzec, jak dalej żyć, chcę jakiejś pomocy lub wskazówki..."
Otóż - też mi się tak zawsze wydawało... Jednak nie wszyscy tak myślą...

Z jakimi oczekiwaniami i nastawieniem nie powinniśmy udawać się do wróżki?

1. Niektórzy przychodzą po jedyne słuszne rozwiązanie, które dawno mają już w głowie...
Usłyszawszy coś diametralnie innego - nie chcą za skarby przyjąć tego do wiadomości...
Kłócą się z osobą stawiającą karty, przekonują do swoich racji...
Po co pytacie, skoro znacie odpowiedź i żadnej porady nie chcecie przyjąć?
Po co wydajecie pieniądze? Czy jeśli jesteście zadowoleni ze swojego koloru włosów i ich długości udajecie się do fryzjera, by zmienił Wam kolor i włosy obciął? Być może będzie Wam nawet w tej nowej fryzurze lepiej, ale nie zauważycie tego... Będziecie rozgoryczeni i źli... Bogu ducha winny fryzjer zbierze baty...
Oszczędźcie tego sobie i jemu...
Przychodźcie tylko wtedy, jeśli naprawdę chcecie pomocy i jesteście gotowi ją przyjąć...
2. Inni przychodzą po to, aby karty zdecydowały za nich.
Czy wybrać tego faceta, czy innego, odejść od męża czy próbować ratować nie do końca udane małżeństwo.
Na takie dylematy można stawiać karty, jak najbardziej.
Wskażą one jednak jedynie co może się stać, jak zrobisz tak, a co, jeśli inaczej.
Jak wesprze Cię wybór takiej czy innej drogi. Co jest za, a co przeciw.
Decyzję ostateczną jednak trzeba podjąć samemu. I samemu być za nią odpowiedzialnym...
Dlatego między innymi wróży się jedynie osobom dojrzałym, dorosłym.
Dzieci wszak nie są jeszcze do końca ukształtowane i wiele decyzji muszą w ich imieniu podjąć rodzice.
3. Inna wersja poprzedniego punktu to sprzeczność w pytaniu.
Osoba przychodząca po wróżbę pyta np: "Co będzie dalej z moim małżeństwem i czy spotkam szybko kogoś nowego?".
Hola, hola. Albo jedno albo drugie... Chociaż po pytaniu widać, iż taka osoba podjęła już decyzję, czyż nie? Gdyby chciała skupić się na ratowaniu małżeństwa - nie pytałaby o możliwość nowego uczucia. Często czuje się jednak winna i chciałaby usłyszeć - to małżeństwo to koszmar, proszę natychmiast odejść od męża i szukać czegoś innego. Wówczas następuje przerzucenie odpowiedzialności z siebie na karty lub na osobę wróżącą.
Zawsze można się tłumaczyć: "Chciałam ratować ten związek, ale wróżka powiedziała, że to nie ma sensu..."
A jak Ci wróżka powie - skocz z mostu - zrobisz to?

To Twoja suwerenna decyzja... Twoja i tylko Twoja...
Bo Ty tak naprawdę wiesz co masz robić, wiesz jak masz żyć - wiesz to zawsze i wszędzie, czasem tylko lekko się pogubisz... Można pomóc sobie w odnalezieniu siebie na przykład medytacją, wyciszeniem, hipnozą, psychoterapią, rozmową z przyjaciółką, albo TAROTEM...
Vide - opis mojego bloga:

Wszystkie Twe odpowiedzi nosisz głęboko w sobie...
TAROT tylko pomaga odnaleźć do nich drogę...


Pozdrawiam i życzę samych dobrych i satysfakcjonujących decyzji :)

czwartek, 1 września 2011

Przechowywanie kart

Karty najczęściej zaleca się przechowywać w aksamitnych bądź jedwabnych woreczkach. Papierowe pudełka, w których je kupujemy nie są do przechowywania zbyt dobre, szybko się zużywają... Skąd wziąć takie woreczki. Nic prostszego, można uszyć samemu... Gorzej jak ma się do szycia dwie lewe ręce, jak na przykład ja ;) Znalazł się jednak sposób. Wiedźma z zaprzyjaźnionego blogu - FairyWitch szyje przepiękne woreczki na karty...Zamówiłam i właśnie niedawno doszły do mnie one pocztą - zostały przeze mnie pomacane, przetestowane i obwąchane ;) Śmiało mogę Fairy polecić. Zresztą popatrzcie sami....





środa, 24 sierpnia 2011

Wheel of the Year Tarot

Zostałam posiadaczką kolejnej talii kart Tarota. Jest to Tarot Koła Roku wydawnictwa Lo Scarabeo.
Napisy na kartach i mała książeczka z instrukcją są po angielsku, włosku, francusku, niemiecku i hiszpańsku.
Co najbardziej podoba mi się w tej talii? Otóż oznaczenie pór roku zgodne jest z tym, które sama czuję i przyjmuję.
Kielichy to wiosna, kije - lato, monety - jesień, zaś miecze to zima.
W większości opracowań przyjmowane jest inaczej. A mianowicie kielichy to lato, kije - wiosna, monety - zima, a miecze - jesień.
A oto mój nowy nabytek:






poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Moje piąte spotkanie z Tarotem - decydujące

Nie wiem jak to się stało... Nie wiem co się stało... I nie wiem skąd przyszło... Nagle zdałam sobie sprawę, że są inne talie niż Tarot Marsylski. Przemawiają lepiej, jaśniej, bardziej zrozumiale...
Odkryłam Vision Quest. Odradzano mi jego zakup, sugerowano klasycznego Ridera Waite'a. Dałam się zwieść i zakupiłam Waite'a. Małego kieszonkowego, do nauki wraz z książką. Zaczęłam czytać opisy kart i zdumiałam się. Wiedziałam, jakie znaczenie ma jaka karta. Wiedziałam to po prostu patrząc na nią. Nawet nieużywane niemal do tej pory Małe Arkana przemówiły jasno i wyraźnie. To było we mnie. Od zawsze... Od poprzedniego wcielenia... Nie wiem... Po prostu było. Nie mogłam zapomnieć o Vision Quest i już następnego dnia pobiegłam go kupić.
Dziś jestem posiadaczką pięciu talii i na tym pewnie się nie skończy... Żadna jednak nie przemawia do mnie tak silnie i jasno jak Vision Quest. To był znak, impuls, wskazówka. Chociaż nie wiem jak i skąd przyszła...

czwartek, 28 lipca 2011

Rozkład karmiczny - Cztery ścieżki

Rozkład pochodzi z recenzowanej w poniższym poście książki. Jest niezmiernie ciekawy i pouczający, używamy do niego wszystkich Arkanów Wielkich. Dwadzieścia dwie karty rozkładamy w sposób następujący:



WCIELENIE OBECNE

Plan duchowy obecnego wcielenia
  1. Wiek duszy.
  2. Stopień zaawansowania rozwoju duchowego.
  3. Czego dusza już się nauczyła.
  4. Co dusza zaniedbała, czego powinna się jeszcze nauczyć.
Plan fizyczny obecnego wcielenia

    5.   Zajęcie, do którego człowiek ma predyspozycje.
    6.   Niezmienne cechy usposobienia.
    7.   Okoliczności obecnego życia.
    8.   Możliwy status majątkowy.
    9.   Szanse na przeżycie miłości, założenie szczęśliwego związku.
   10.  To, z czym człowiek musi się pogodzić, a z czym walczyć.
          Edit (29.07.2011)
          Karodziejka w swym komentarzu uświadomiła mi, że punkt jest nieco niejasny
          (jedna karta określa jednocześnie to z czym mamy się pogodzić oraz z czym
           walczyć) 

          Dokładnie chodzi o to, co jeszcze zostało w tym wcieleniu do zrobienia, czyli:

    • z czym się pogodzić
    • z czym walczyć
    • co zrozumieć
    • komu przebaczyć

WCIELENIE PRZESZŁE

Plan duchowy przeszłego wcielenia

   11.   To, co w poprzednim wcieleniu było do przerobienia.
   12.   Jak człowiek poradził sobie z tym, co miał do przerobienia.
   13.   Co jeszcze zostało do zrobienia.

Plan fizyczny przeszłego wcielenia

   14.   Okoliczności narodzin.
   15.   Długość życia.
   16    Rodzaj śmierci.
   17.   Płeć.
   18.   Wykonywane zajęcie.
   19.   Cechy charakteru.
   20.   Rodzina.
   21.   Okoliczności życia.
   22.   Jakość życia. 








czwartek, 14 lipca 2011

Tarot kluczem do poprzednich wcieleń

Dzięki współpracy nawiązanej przez Ezoforum z wydawnictwami oraz uprzejmości wydawnictwa Studio Astropsychologii mogłam zapoznać się z pozycją Beaty Matuszewskiej „TAROT KLUCZEM DO POPRZEDNICH WCIELEŃ”.




Książkę przeczytałam w jeden wieczór niemal jednym tchem.

We wstępie wyjaśnione są pojęcia reinkarnacji i karmy oraz sposoby odczytywania poprzednich wcieleń. Obok snu świadomego, regresji hipnotycznej i medytacji autorka poleca do tego karty Tarota.

Droga Głupca poprzez 21 archetypowych stacji życiowych znana jest zapewne każdemu praktykującemu tarociście. Autorka umieszcza
22 Arkana Wielkie na planie lemniskaty, czyli symbolu nieskończoności. Dzięki temu karty „pokazują nieskończony ciąg wcieleń, drogę duszy od stworzenia do osiągnięcia oświecenia”. Widzimy wiele możliwości, nasza droga może być zarówno prosta, zmierzająca chronologicznie
do celu, którym jest karta Świat, jak i możemy się cofać, zapętlać, krążyć w koło powtarzając nieprzerobione życiowe lekcje. 







Książka zawiera dokładne wskazówki na temat czytania z kart Tarota obecnego wcielenia oraz wcieleń przeszłych. Dowiemy się jaki jest plan duchowy i fizyczny naszych wcieleń, nad czym warto popracować, co zaakceptować, aby łatwiej i szybciej dojść do końca drogi,
do nirwany, do celu.
Znaczenie Arkan Wielkich jest bardzo szczegółowo i dokładnie opisane. Korzystać z tych znaczeń możemy nie tylko dokonując rozkładów karmicznych, ale również we wróżbach codziennych.
Na końcu opisu każdego z Wielkich Arkan Tarota autorka dodała przykładowe możliwe historie, jakie mogłyby być naszym udziałem
w poprzednich wcieleniach, jeśli reprezentuje nas dana karta.
„Koło Fortuny urodziła się na wsi jako najstarsza córka w licznej rodzinie, w której było więcej kobiet niż mężczyzn. Miała cztery młodsze siostry, brata, który urodził się jako ostatnie dziecko i ojca, który pozwolił się zdominować małżonce. (…)”
Opowieści te są niesamowicie wciągające, dodają książce tajemniczości, kolorytu, wprowadzają coś w rodzaju wątku beletrystycznego. Dzięki nim możemy wczuć się w swoją historię, wszystko staje się proste i jasne.

Arkana Małe opisane są nieco mniej szczegółowo, dowiadujemy się jednak dzięki nim w jakiej części świata przyszliśmy na świat
w poprzednich wcieleniach, jaki był czas naszych narodzin, jak wyglądaliśmy i jaki zawód mogliśmy wykonywać.

W ostatniej części autorka przedstawia nam przykłady rozkładów karmicznych.
Do kilku pierwszych potrzebne są wszystkie karty Arkan Wielkich. Do kolejnych nie ma dodanych żadnych zaleceń. Domniemywać można
w związku z tym, iż używamy całej talii Tarota lub też samych Arkan Wielkich, jeśli mamy takie życzenie. Arkana Wielkie stanowią, jak wiadomo i jak sama nazwa wskazuje, wielkie tajemnice życia – dlatego przy rozkładach karmicznych są najbardziej znaczące. Uważam jednak, że to, jakich kart należy użyć mogłoby być bardziej jednoznacznie podane.

Wyłapałam również kilka drobnych przejęzyczeń. Przy opisie karty Wisielca w pewnym momencie na stronach 140 i 141 napisane jest Moc,
a następnie – Głupiec. Z kolei przy opisie karty Wieży na stronie 176 nagle czytamy – Śmierć. Jest to mało znaczący drobiazg, jednak
w kolejnych wydaniach warto byłoby go poprawić.

Ogólne wrażenie po przeczytaniu książki jest bardzo pozytywne, rzeknę nawet więcej – lektura mnie zachwyciła, przyniosła mnóstwo niesamowitych wrażeń i otrzymałam na swej drodze z kartami Tarota kolejną porcję solidnej i przydatnej bardzo wiedzy.
Polecam tę pozycję gorąco wszystkim zainteresowanym tematyką Tarota oraz odczytywaniem poprzednich wcieleń.

Wszelkie cytaty pochodzą z książki Beaty Matuszewskiej „TAROT KLUCZEM DO POPRZEDNICH WCIELEŃ”.

Zdjęcie Wielkich Arkan talii kart Ridera Waite’a na planie lemniskaty jest mojego autorstwa. Obrazek taki możemy znaleźć również
w recenzowanej książce, jednak nie w wersji kolorowej. Wszystkie zamieszczone w niej ilustracje są bowiem czarno-białe.



Źródło: ezoforum.pl

środa, 13 lipca 2011

Moje czwarte spotkanie z Tarotem

Spotykałam się z nim regularnie w miarę... U zaprzyjaźnionej Wróżki. Była przyjaciółką mojej mamy. Stawiając mi karty mówiła do mnie tak, jakbym doskonale wiedziała o co chodzi... Przykładowo:
"Nie widzisz, że masz tu Koło Fortuny? No - to już wiesz co robić, a czego nie" albo pokazując na którąś z kart dworskich: "Widzisz tę kobietę - to ona tutaj mąci - Ty wiesz kto to jest i jak to rozwiązać". Czasem wiedziałam, czasem nie... Wracałam do domu, brałam swoją nielubianą książkę o Tarocie Marsylskim i czytałam znaczenia kart...
Przy którymś spotkaniu Pani Wróżka stwierdziła, że sama sobie powinnam wróżyć.
- Po co ty do mnie dziewczyno przychodzisz? - pytała - Przecież odpowiedź jest już w tobie, wiesz doskonale co robić. Jeśli zaś chodzi o karty - masz o wiele większy potencjał niż ja...
Śmiałam się z jej gadania i zaprzeczałam. Ona naciskała...
- Dla samej siebie sobie rozkładaj, przyglądaj się kartom, medytuj z nimi... Nie musisz od razu stawiać ludziom, czy robić tego zarobkowo, dla siebie samej to rób....
Przyglądałam się więc swojemu marsylskiemu i próbowałam coś tam rozkładać... Dlaczego nie pomyślałam o innej talii? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Może nie brałam tego poważnie? Może absorbowały mnie inne sprawy? A może zwyczajnie - nie był to jeszcze ten czas?
Jakieś 7-10 lat temu stawiałam karty przyjaciółce. Z książką oczywiście... Wyszedł totalny kosmos. Wg kart jej życie miało się zmienić o 180 stopni. Z luzackiej, pewnej siebie dziewczyny - miała stać się Matką Polką, by nie rzec kurą domową... Dodam, że moja przyjaciółka miała już wtedy za sobą nieudane małżeństwo, prawie dorosłą córkę i pewność, że nie wyjdzie za mąż po raz drugi... Przed sobą miała wspaniale rozwijającą się karierę zawodową, która sprawiała jej mnóstwo satysfakcji. Dzieci? Nigdy w życiu. W sumie ona nigdy nie przepadała za dziećmi. Córkę kochała bardzo, lecz, gdyby się jej ona nie przytrafiła, pewnie nie miałaby dzieci wcale... Cieszyła się, że młoda jest już taka duża i nie wymaga opieki. Kupy, pampersy, przecieranie zupek, płacze po nocach, nieprzespane noce? Za nic w świecie! Facet na stałe kręcący się po domu, marudzący, przeszkadzający? Na co to komu.... Karty jednak pokazały coś całkiem innego... Śmiałyśmy się do rozpuku. Tarot Marsylski jako narzędzie kompletnie nieprzydatne i nie mówiące prawdy został na długie lata rzucony w kąt...
Dziś moja przyjaciółka jest szczęśliwą mężatką z dwojgiem malutkich dzieci - córką i synkiem. Nie licząc pierworodnej dorosłej oczywiście :) Zrezygnowała z kariery na rzecz zajmowania się dziećmi...
Jakiś czas temu przypomniała mi tę wróżbę... Poczułam dreszcz....

niedziela, 10 lipca 2011

Nowe talie

7 lipca 2011 spotkała mnie miła niespodzianka. Otrzymałam przesyłkę pocztową z dwiema nowymi taliami. Paczka przyszła z USA i spodziewałam się jej dopiero pod koniec lipca.
Moje nowe talie to:
Gilded Tarot by Ciro Marchetti
oraz
Quest Tarot

We wszystkich moich taliach Strażniczką jest Kapłanka. Przedstawiam zatem dwa nowe wizerunki Mojej Strażniczki :)

środa, 22 czerwca 2011

Urlop 22 czerwca - 3 lipca

Mili moi czytelnicy - wyjeżdżam na urlop. Dalsze posty zamieszczać będę po powrocie.
Pozdrawiam:)

piątek, 17 czerwca 2011

Moje trzecie spotkanie z Tarotem

To był Tarot Marsylski. A właściwie jest, bo wciąż go mam. Talia wraz z książką Heleny Starowieyskiej. Wydawnictwo HSJ 1996 r.
Nie mam pojęcia skąd mam tę książkę i talię, zwyczajnie nie pamiętam...
Może od kogoś dostałam, może kupiłam... Mam ją od bardzo dawna, myślę, że od tego roku 1996, w którym została wydana. A może rok później... Nie wiem...
W 1997 roku dużo się w moim życiu działo, wyszłam za mąż, urodziłam syna...
Ale skąd się wzięła u mnie ta książka i talia - nie wiem...
Z kartami się oswoiłam, książkę przeczytałam...
Jednak jakoś nie do końca te karty do mnie przemawiały.
Na czas jakiś skupiłam się tylko na Wielkich Arkanach.
Te zdołałam jakoś opanować, jednak Małe - ni hu hu.
Wyglądało to tak, że wróżyłam znajomym albo tylko z Arkan Wielkich, albo posiłkowałam się cały czas książką, jeśli decydowaliśmy się na całą talię. Teraz, gdy znam już inne odmiany kart i inne opracowania - widzę, że znaczenia podawane w książce Starowieyskiej są diametralnie różne. Jakieś takie zagmatwane, dziwne...
Niemożność dogadania się z kartami spowodowała, iż wrzuciłam je gdzieś w kąt. Czasem wyciągałam, jak ktoś bardzo nalegał i wróżyłam. Ale zawsze z książką pod ręką. Nie było to zbyt profesjonalne.
Kilka razy próbowałam do Tarota wracać, czytać, uczyć się od nowa... Nie wchodziło... Nijak wiedza nie chciała się przyswoić... Wróżby posiłkowane książką były nadzwyczaj trafne. Jakoś jednak nie przywiązywałam do tego wagi...

środa, 15 czerwca 2011

Nie siedź z założonymi rękami

Dalsze rozważania odnośnie wróżb, ich sprawdzalności, itd...

Często bywa tak, iż otrzymamy pomyślną wróżbę, przykładowo, że w lipcu znajdziemy pracę. Zadowoleni z życia, wróżby i siebie siadamy i czekamy. Skoro wróżka powiedziała, że znajdziemy, to czym się tu martwić? Otóż nie tędy droga. Raczej żaden pracodawca nie zastuka do naszych drzwi z pytaniem: "Czy ktoś tutaj nie szuka czasem pracy?". Tarot pokazuje tendencje, działać musimy sami. Żeby nie było jak w tym starym dowcipie, kiedy to Mosze modlił się do Boga o wygraną w lotto. Modlił się jeden tydzień, drugi, trzeci... Aż wreszcie z nieba rozległ się głos:
- Mosze, daj mi szansę - zagraj!
Zatem mili moi do dzieła. Pozytywna wróżba powinna zadziałać mobilizująco, pomóc nam uwierzyć we własne siły i ruszyć do przodu.
Pozdrawiam :)

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Czego spodziewać się po wróżbie?

Dobra wróżka powinna być kimś w rodzaju psychoterapeuty. Powinna lubić ludzi, chętnie im pomagać oraz wykazywać się sporą dawką empatii. Jednocześnie musi zachowywać pewien rodzaj zawodowego dystansu. Starać się wczuwać w nasze problemy, ale nie brać ich do siebie, nie płakać np wraz z nami.
Dobrze wykonana wróżba wskazuje możliwości rozwiązania problemu, ostrzega przed pewnymi krokami lub ludźmi, a co zrobimy z tymi wiadomościami zależy tylko i wyłącznie od nas. Łączy się to ściśle ze sprawdzalnością wróżby. Czasem możemy mieć pretensje, że życie ułożyło nam się zupełnie inaczej niż powiedziała wróżka. Jednak należy sobie wówczas zadać pytanie - czy na pewno dostosowaliśmy się do jej wskazówek? Może ostrzegała nas przed związkiem, a my zaślepieni tym, co wydawało nam się miłością, brnęliśmy weń, mimo ostrzeżeń? Może doradzała zmianę pracy, a my nie posłuchaliśmy, bo baliśmy się zmian? Bywa, że po otrzymaniu wróżby zapala się jakieś światełko w naszej głowie, myślimy, tak, to prawda, to cały ja, wszystko się zgadza, muszę zmienić to i owo. Ale po jakimś czasie zapominamy o wskazówkach i wracamy do starych wzorców postępowania.
Zanim więc potępimy wróżkę i jej wróżbę - wejrzyjmy w siebie i odpowiedzmy sobie na pytanie: Czy na pewno jestem wobec siebie w porządku?
Pozdrawiam wszystkich cieplutko...

niedziela, 12 czerwca 2011

Moje drugie spotkanie z Tarotem

Będąc licealistką wycięłam sobie karty Tarota z jakiejś gazety... Nie pamiętam dokładnie który to był rok. Pamiętam, że karty były dość kolorowe i były to same Wielkie Arkana. Wróżyłam namiętnie sobie i wszystkim koleżankom, wróżby się sprawdzały... Zarówno te w sprawach ważnych, jak i drobnych codziennych. Nie traktowałam tego jednak zbyt poważnie, ot raczej jak dobrą zabawę. W tamtym okresie wróżyłyśmy sobie dosłownie ze wszystkiego. Kocha - nie kocha z płatków kwiatu, albo listka akacji... Wkładanie lusterka pod poduszkę i szeptanie jakichś zaklęć, aby przyśnił nam się przyszły mąż... Potem skończyłam liceum i trochę się pogubiłam, miałam kilka ciężkich lat... Nie wiem co się stało z tamtymi kartami... Pewnie zaginęły w trakcie którejś przeprowadzki, gdyż bardzo często zmieniałam miejsce zamieszkania...

Czy stosować karty odwrócone?

Nie ma jednej zasady - rób jak czujesz, jak wolisz. Wielu tarocistów stosuje karty odwrócone, inni zaś tego nie robią. Osobiście nie stosuję kart odwróconych, wszystkie mam w talii poukładane prosto. To, czy dana karta przemawia poprzez swoje blaski, czy też cienie zależy od jej położenia, od zadanego pytania, od kart sąsiadujących, przeczucia i wielu innych czynników. Jakoś intuicyjnie zawsze wiem jak ją odczytać...
Do niedawna wydawało mi się, że nieodzownym jest stosować karty odwrócone w tzw rozkładach karmicznych, czyli dotyczących poprzednich wcieleń. Ponieważ jest to taka część naszej drogi, jakiej najczęściej nie pamiętamy - ciężko mieć tutaj przeczucia...
Ostatnio wpadła mi jednak w ręce moja pierwsza książka na temat Tarota Marsylskiego autorstwa Heleny Starowieyskiej. Cytat z tejże:
"Karty Tarota nigdy nie mogą być odwrócone, gdyż pokazywałyby świat śmierci zamiast świata życia i nie przyniosłyby żadnej sensownej odpowiedzi na nasze pytania. Dlatego czytający Tarota powinien dopilnować, by cała talia ułożona byłą jednolicie, oraz rozkładać karty przodem do pytającego".
Kiedy przypomniałam sobie ten cytat - utwierdziłam się w przekonaniu, iż mój intuicyjny wybór, by nie stosować kart odwróconych jest słuszny. Jednak nie jest to jedyne słuszne rozwiązanie, każdy powinien wybrać swój sposób. Ważne, by dobrze się z nim czuć... Wszak karma to przemieszanie życia i śmierci, więc może takimi rozkładami rządzić powinny inne zasady...

Wybór talii

Nie ma na ten temat jednak ustalonej wersji.
Część tarocistów uważa, że naukę należy rozpocząć od klasycznej talii Ridera Waite'a.
Obrazy na kartach tej talii są bardzo wymowne, przemawiające do wyobraźni, doskonale kojarzące się ze znaczeniem każdej karty. Kiedy uda nam się poznać przynajmniej podstawowe znaczenia kart, możemy poszukać talii, która nam się podoba...
Druga część osób zajmujących się Tarotem uważa, iż na swoją najlepszą i najbardziej do nas przemawiającą talię trafiamy po prostu, gdyż jest nam przeznaczona. Nie ma tutaj znaczenia, czy dopiero zaczynamy swą drogę z Tarotem, czy też idziemy nią już czas jakiś.
Wszystko zależy od wewnętrznej wrażliwości, otwartości, predyspozycji wróżbiarskich i ezoterycznych. Z całą pewnością trafią się osoby, które mają ten tzw szósty zmysł i niemal od pierwszego zetknięcia z jakąkolwiek talią będą potrafiły czytać z jej obrazów. Znajdą się i tacy, którym przyjdzie to z trudem - nie wyjdą ponad podstawowe znaczenia i zawsze będą wspomagać się książką czy innym źródłem interpretacyjnym.
Pomiędzy zaś tymi dwiema skrajnymi przypadkami będzie cała gama możliwości mniejszych lub większych.
Cóż poradzić w takim razie początkującym?
Powiedziałabym tak - jeśli chcesz sięgnąć po Tarota z czystej ciekawości, coś tam Ci się o uszy obiło, koleżanka opowiadała, itp. - wybierz Waite'a.
Jeśli wyczuwasz w sobie ukryte talenty, masz silnie rozwiniętą intuicję, zawsze towarzyszyły Ci przeczucia i nagle jakaś talia do Ciebie przemówi, poczujesz, że musisz ją mieć - zdobądź ją. Kup, poproś kogoś by dał Ci w prezencie, czy też znajdź jeszcze inną możliwość.
Nie słuchaj innych, którzy będą stukać się w czoło, albo Ci odradzać. Słuchaj tylko siebie...

Moje pierwsze spotkanie z Tarotem

Karty Tarota towarzyszą mi już około 20 lat. Ciekawość zrodziła się nawet jeszcze wcześniej.
Tuż przed ukończeniem szkoły podstawowej wybrałam się wraz z trzema koleżankami do wróżki... Używała ona kart Tarota. Jak każda młoda dziewczyna pragnęłam jak najwięcej dowiedzieć się o swoim życiu uczuciowym, przyszłym mężu, dzieciach. Interesowała mnie tylko miłość i to, kiedy przybędzie na białym koniu mój książę
z bajki. Jakieś było moje rozczarowanie kiedy jako jedyna z naszej czwórki nic na temat owego księcia nie usłyszałam... Wg Pani wróżki miałam się jedynie uczyć, rozwijać, poznawać obce języki i nie zmarnować swojego intelektualnego potencjału. Wpatrywałam się w rozłożone przez nią karty chcąc za wszelką cenę zobaczyć w nich to, czego nie zobaczyła ona, a co chciałam zobaczyć ja... Wyszłam stamtąd mocno niezadowolona, ale zafascynowana obrazami, jakie zobaczyłam. Niestety na chwilę obecną nie jestem w stanie odtworzyć tamtych kart w pamięci. Było to niemal ćwierć wieku temu... Nie mam pojęcia jaka to była talia...