środa, 22 czerwca 2011

Urlop 22 czerwca - 3 lipca

Mili moi czytelnicy - wyjeżdżam na urlop. Dalsze posty zamieszczać będę po powrocie.
Pozdrawiam:)

piątek, 17 czerwca 2011

Moje trzecie spotkanie z Tarotem

To był Tarot Marsylski. A właściwie jest, bo wciąż go mam. Talia wraz z książką Heleny Starowieyskiej. Wydawnictwo HSJ 1996 r.
Nie mam pojęcia skąd mam tę książkę i talię, zwyczajnie nie pamiętam...
Może od kogoś dostałam, może kupiłam... Mam ją od bardzo dawna, myślę, że od tego roku 1996, w którym została wydana. A może rok później... Nie wiem...
W 1997 roku dużo się w moim życiu działo, wyszłam za mąż, urodziłam syna...
Ale skąd się wzięła u mnie ta książka i talia - nie wiem...
Z kartami się oswoiłam, książkę przeczytałam...
Jednak jakoś nie do końca te karty do mnie przemawiały.
Na czas jakiś skupiłam się tylko na Wielkich Arkanach.
Te zdołałam jakoś opanować, jednak Małe - ni hu hu.
Wyglądało to tak, że wróżyłam znajomym albo tylko z Arkan Wielkich, albo posiłkowałam się cały czas książką, jeśli decydowaliśmy się na całą talię. Teraz, gdy znam już inne odmiany kart i inne opracowania - widzę, że znaczenia podawane w książce Starowieyskiej są diametralnie różne. Jakieś takie zagmatwane, dziwne...
Niemożność dogadania się z kartami spowodowała, iż wrzuciłam je gdzieś w kąt. Czasem wyciągałam, jak ktoś bardzo nalegał i wróżyłam. Ale zawsze z książką pod ręką. Nie było to zbyt profesjonalne.
Kilka razy próbowałam do Tarota wracać, czytać, uczyć się od nowa... Nie wchodziło... Nijak wiedza nie chciała się przyswoić... Wróżby posiłkowane książką były nadzwyczaj trafne. Jakoś jednak nie przywiązywałam do tego wagi...

środa, 15 czerwca 2011

Nie siedź z założonymi rękami

Dalsze rozważania odnośnie wróżb, ich sprawdzalności, itd...

Często bywa tak, iż otrzymamy pomyślną wróżbę, przykładowo, że w lipcu znajdziemy pracę. Zadowoleni z życia, wróżby i siebie siadamy i czekamy. Skoro wróżka powiedziała, że znajdziemy, to czym się tu martwić? Otóż nie tędy droga. Raczej żaden pracodawca nie zastuka do naszych drzwi z pytaniem: "Czy ktoś tutaj nie szuka czasem pracy?". Tarot pokazuje tendencje, działać musimy sami. Żeby nie było jak w tym starym dowcipie, kiedy to Mosze modlił się do Boga o wygraną w lotto. Modlił się jeden tydzień, drugi, trzeci... Aż wreszcie z nieba rozległ się głos:
- Mosze, daj mi szansę - zagraj!
Zatem mili moi do dzieła. Pozytywna wróżba powinna zadziałać mobilizująco, pomóc nam uwierzyć we własne siły i ruszyć do przodu.
Pozdrawiam :)

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Czego spodziewać się po wróżbie?

Dobra wróżka powinna być kimś w rodzaju psychoterapeuty. Powinna lubić ludzi, chętnie im pomagać oraz wykazywać się sporą dawką empatii. Jednocześnie musi zachowywać pewien rodzaj zawodowego dystansu. Starać się wczuwać w nasze problemy, ale nie brać ich do siebie, nie płakać np wraz z nami.
Dobrze wykonana wróżba wskazuje możliwości rozwiązania problemu, ostrzega przed pewnymi krokami lub ludźmi, a co zrobimy z tymi wiadomościami zależy tylko i wyłącznie od nas. Łączy się to ściśle ze sprawdzalnością wróżby. Czasem możemy mieć pretensje, że życie ułożyło nam się zupełnie inaczej niż powiedziała wróżka. Jednak należy sobie wówczas zadać pytanie - czy na pewno dostosowaliśmy się do jej wskazówek? Może ostrzegała nas przed związkiem, a my zaślepieni tym, co wydawało nam się miłością, brnęliśmy weń, mimo ostrzeżeń? Może doradzała zmianę pracy, a my nie posłuchaliśmy, bo baliśmy się zmian? Bywa, że po otrzymaniu wróżby zapala się jakieś światełko w naszej głowie, myślimy, tak, to prawda, to cały ja, wszystko się zgadza, muszę zmienić to i owo. Ale po jakimś czasie zapominamy o wskazówkach i wracamy do starych wzorców postępowania.
Zanim więc potępimy wróżkę i jej wróżbę - wejrzyjmy w siebie i odpowiedzmy sobie na pytanie: Czy na pewno jestem wobec siebie w porządku?
Pozdrawiam wszystkich cieplutko...

niedziela, 12 czerwca 2011

Moje drugie spotkanie z Tarotem

Będąc licealistką wycięłam sobie karty Tarota z jakiejś gazety... Nie pamiętam dokładnie który to był rok. Pamiętam, że karty były dość kolorowe i były to same Wielkie Arkana. Wróżyłam namiętnie sobie i wszystkim koleżankom, wróżby się sprawdzały... Zarówno te w sprawach ważnych, jak i drobnych codziennych. Nie traktowałam tego jednak zbyt poważnie, ot raczej jak dobrą zabawę. W tamtym okresie wróżyłyśmy sobie dosłownie ze wszystkiego. Kocha - nie kocha z płatków kwiatu, albo listka akacji... Wkładanie lusterka pod poduszkę i szeptanie jakichś zaklęć, aby przyśnił nam się przyszły mąż... Potem skończyłam liceum i trochę się pogubiłam, miałam kilka ciężkich lat... Nie wiem co się stało z tamtymi kartami... Pewnie zaginęły w trakcie którejś przeprowadzki, gdyż bardzo często zmieniałam miejsce zamieszkania...

Czy stosować karty odwrócone?

Nie ma jednej zasady - rób jak czujesz, jak wolisz. Wielu tarocistów stosuje karty odwrócone, inni zaś tego nie robią. Osobiście nie stosuję kart odwróconych, wszystkie mam w talii poukładane prosto. To, czy dana karta przemawia poprzez swoje blaski, czy też cienie zależy od jej położenia, od zadanego pytania, od kart sąsiadujących, przeczucia i wielu innych czynników. Jakoś intuicyjnie zawsze wiem jak ją odczytać...
Do niedawna wydawało mi się, że nieodzownym jest stosować karty odwrócone w tzw rozkładach karmicznych, czyli dotyczących poprzednich wcieleń. Ponieważ jest to taka część naszej drogi, jakiej najczęściej nie pamiętamy - ciężko mieć tutaj przeczucia...
Ostatnio wpadła mi jednak w ręce moja pierwsza książka na temat Tarota Marsylskiego autorstwa Heleny Starowieyskiej. Cytat z tejże:
"Karty Tarota nigdy nie mogą być odwrócone, gdyż pokazywałyby świat śmierci zamiast świata życia i nie przyniosłyby żadnej sensownej odpowiedzi na nasze pytania. Dlatego czytający Tarota powinien dopilnować, by cała talia ułożona byłą jednolicie, oraz rozkładać karty przodem do pytającego".
Kiedy przypomniałam sobie ten cytat - utwierdziłam się w przekonaniu, iż mój intuicyjny wybór, by nie stosować kart odwróconych jest słuszny. Jednak nie jest to jedyne słuszne rozwiązanie, każdy powinien wybrać swój sposób. Ważne, by dobrze się z nim czuć... Wszak karma to przemieszanie życia i śmierci, więc może takimi rozkładami rządzić powinny inne zasady...

Wybór talii

Nie ma na ten temat jednak ustalonej wersji.
Część tarocistów uważa, że naukę należy rozpocząć od klasycznej talii Ridera Waite'a.
Obrazy na kartach tej talii są bardzo wymowne, przemawiające do wyobraźni, doskonale kojarzące się ze znaczeniem każdej karty. Kiedy uda nam się poznać przynajmniej podstawowe znaczenia kart, możemy poszukać talii, która nam się podoba...
Druga część osób zajmujących się Tarotem uważa, iż na swoją najlepszą i najbardziej do nas przemawiającą talię trafiamy po prostu, gdyż jest nam przeznaczona. Nie ma tutaj znaczenia, czy dopiero zaczynamy swą drogę z Tarotem, czy też idziemy nią już czas jakiś.
Wszystko zależy od wewnętrznej wrażliwości, otwartości, predyspozycji wróżbiarskich i ezoterycznych. Z całą pewnością trafią się osoby, które mają ten tzw szósty zmysł i niemal od pierwszego zetknięcia z jakąkolwiek talią będą potrafiły czytać z jej obrazów. Znajdą się i tacy, którym przyjdzie to z trudem - nie wyjdą ponad podstawowe znaczenia i zawsze będą wspomagać się książką czy innym źródłem interpretacyjnym.
Pomiędzy zaś tymi dwiema skrajnymi przypadkami będzie cała gama możliwości mniejszych lub większych.
Cóż poradzić w takim razie początkującym?
Powiedziałabym tak - jeśli chcesz sięgnąć po Tarota z czystej ciekawości, coś tam Ci się o uszy obiło, koleżanka opowiadała, itp. - wybierz Waite'a.
Jeśli wyczuwasz w sobie ukryte talenty, masz silnie rozwiniętą intuicję, zawsze towarzyszyły Ci przeczucia i nagle jakaś talia do Ciebie przemówi, poczujesz, że musisz ją mieć - zdobądź ją. Kup, poproś kogoś by dał Ci w prezencie, czy też znajdź jeszcze inną możliwość.
Nie słuchaj innych, którzy będą stukać się w czoło, albo Ci odradzać. Słuchaj tylko siebie...

Moje pierwsze spotkanie z Tarotem

Karty Tarota towarzyszą mi już około 20 lat. Ciekawość zrodziła się nawet jeszcze wcześniej.
Tuż przed ukończeniem szkoły podstawowej wybrałam się wraz z trzema koleżankami do wróżki... Używała ona kart Tarota. Jak każda młoda dziewczyna pragnęłam jak najwięcej dowiedzieć się o swoim życiu uczuciowym, przyszłym mężu, dzieciach. Interesowała mnie tylko miłość i to, kiedy przybędzie na białym koniu mój książę
z bajki. Jakieś było moje rozczarowanie kiedy jako jedyna z naszej czwórki nic na temat owego księcia nie usłyszałam... Wg Pani wróżki miałam się jedynie uczyć, rozwijać, poznawać obce języki i nie zmarnować swojego intelektualnego potencjału. Wpatrywałam się w rozłożone przez nią karty chcąc za wszelką cenę zobaczyć w nich to, czego nie zobaczyła ona, a co chciałam zobaczyć ja... Wyszłam stamtąd mocno niezadowolona, ale zafascynowana obrazami, jakie zobaczyłam. Niestety na chwilę obecną nie jestem w stanie odtworzyć tamtych kart w pamięci. Było to niemal ćwierć wieku temu... Nie mam pojęcia jaka to była talia...