poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Moje piąte spotkanie z Tarotem - decydujące

Nie wiem jak to się stało... Nie wiem co się stało... I nie wiem skąd przyszło... Nagle zdałam sobie sprawę, że są inne talie niż Tarot Marsylski. Przemawiają lepiej, jaśniej, bardziej zrozumiale...
Odkryłam Vision Quest. Odradzano mi jego zakup, sugerowano klasycznego Ridera Waite'a. Dałam się zwieść i zakupiłam Waite'a. Małego kieszonkowego, do nauki wraz z książką. Zaczęłam czytać opisy kart i zdumiałam się. Wiedziałam, jakie znaczenie ma jaka karta. Wiedziałam to po prostu patrząc na nią. Nawet nieużywane niemal do tej pory Małe Arkana przemówiły jasno i wyraźnie. To było we mnie. Od zawsze... Od poprzedniego wcielenia... Nie wiem... Po prostu było. Nie mogłam zapomnieć o Vision Quest i już następnego dnia pobiegłam go kupić.
Dziś jestem posiadaczką pięciu talii i na tym pewnie się nie skończy... Żadna jednak nie przemawia do mnie tak silnie i jasno jak Vision Quest. To był znak, impuls, wskazówka. Chociaż nie wiem jak i skąd przyszła...

2 komentarze:

  1. Kati, mnie też zachęcano do zakupy RW, bo niby dla początkującego najlepsze, a ja się połasiłam na Tarot Snów. Miałam dosłownie to samo: rozkładam, oglądam, przeglądam karty i olśnienie. Znam znaczenie i nie potrzebuję żadnych książek. Czasem sobie zerknę, bo może mi coś istotnego umyka. Ale czuję, że po prostu mamy to we krwi i już. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie tak, z poprzednich wcieleń :)

    OdpowiedzUsuń